W kulisach codzienności

Reżyserka stojąca na scenie zaprasza na wykład o Żeromskim, szybko jednak orientujemy się, że w całej tej sytuacji chyba nie chodzi o niego. 

Weronika Zajkowska zaprasza na wykład inspirowany życiem artysty i bynajmniej nie chodzi o Żeromskiego. Wszystko wydaje się zgodne z tytułem Żeromski: backstage. Ewidentnie jesteśmy za kulisami jakiegoś procesu i widzimy coś, czego zazwyczaj widz nie ma szansy doświadczyć. Może nawet nie powinien?

Spektakl zaczyna się już od wejścia widzów na widownię. Widzimy wielki ekran, na którym wyświetla się tekst pisany przez aktorkę Dagnę Dywicką stojącą przy komputerze. Przepisuje ona z kartek fragmenty pamiętników reżyserki, ewidentnie znudzona zadaniem. Na tyłach sali, w rogu siedzi kompozytor i aktor Michał Jan Meller, który zdaje się mieć własny pomysł na muzyczne wypełnienie wykładu. Na samym przodzie, na ziemi siedzi aktor Oskar Jarzombek. Kiedy godzina rozpoczęcia wybija, rozpoczyna czytanie fragmentów Dzienników Żeromskiego. Od razu zostajemy wprowadzeni w przeplatające się rzeczywistości – reżyserki i pisarza. Po dłuższej chwili na scenę wchodzi Zajkowska, dziękuje aktorom i rozpoczyna swój wykład, wprowadzając nas w analizę porównawczą, którą będzie się posługiwać. Schemat jest prosty: konfrontacja fragmentów Dzienników z własnym pamiętnikiem w celu odnalezienia punktów wspólnych.

Czasami chodzi o jedno zdanie, na przykład związane z nauką matematyki – zarówno Żeromski, jak i Zajkowska jej nie lubili. Pojawia się również wątek miłosny. Wprowadzany jest kontekst rzekomego odnalezienia IV części Dzienników, w której to autor opowiada o obsesyjnej miłości do Heleny, opisując swoje erotyczne, wręcz pornograficzne zachowania. Reżyserka zaczyna dość niewinnie, mówiąc, że ona też, kiedy miała 9 lat, była zakochana. Okazuje się, że obiektem jej westchnień był aktor Bartosz Bielenia, z którym była w kółku teatralnym w Białymstoku. Dostajemy nagranie z rozmowy na zoomie reżyserki i aktora, podczas której dochodzi do zdemaskowania intencji Zajkowskiej. Reżyserka przyznaje się do miłości sprzed lat. Pokazuje mu zdjęcie i przywołuje bardzo ważne dla niej sytuacje, kiedy wziął ją na kolana do wspólnego zdjęcia. On niestety nie pamięta ani jej, ani tych sytuacji, co bardzo frustruje Zajkowską. W napiętej atmosferze rozmowa zostaje zakończona. Na szczęście (dla autorki) Bartosz przed spotkaniem nagrał na jej prośbę fragmenty rzekomego tomu IV. Tym samym możemy posłuchać, jak czyta o Żeromskim, opisującym intymną sytuację związaną z fantazjami na temat swojego obiektu westchnień.

W innych przypadkach analiza jest głębsza – jak w temacie autorytetów. Żeby ją przeprowadzić, Weronika prosi aktorów o odegranie sceny z jej życia – rozmowy z reżyserem, która dotyczyła sytuacji w Gazie. Po wypowiedzeniu swojego zdania o tym, że w Gazie dokonywane jest ludobójstwo, zostaje przez niego nazwana antysemitką. Dialog powtarza się kilka razy, ponieważ reżyserka daje aktorom wskazówki, zupełnie jakby pracowali na próbie i cały czas starali się, żeby scena była lepsza. Ten zabieg powoduje, że z każdym kolejnym powtórzeniem dialog staje się coraz bardziej abstrakcyjny. Weronika znajduje podobieństwo właśnie w antysemityzmie i wykonuje solową piosenkę, która ukazuje postawę Żeromskiego względem Żydów. 

Przez cały czas trwania prezentacji napięcie wciąż rośnie, a sytuacja robi się coraz bardziej niezręczna. Dramatyzmu dodaje muzyka, która początkowo współgra z przebiegiem wykładu, jednak w pewnym momencie ona też staje się autonomiczna i przestaje grać w grę zaproponowaną przez reżyserkę. Apogeum jest wyjście z widowni  na scenę aktorów tworzących chór, który wokalnie nawiązuje do chórów klasycznych, takich, które śpiewają w filharmoniach podczas koncertów symfonicznych. Natomiast wizualnie są raczej czymś w rodzaju zespołu kameralnego na 8 osób. Scena staje się jeszcze bardziej komiczna kiedy do przodu podchodzi dyrygent – muzyk do tej pory siedzący na tyłach sceny i kłania się do widowni jak przed ważnym występem. Wykonują oni majestatyczną pieśń o Żydach, która rozbija bank, bo cały jej tekst nacechowany antysemicko jest złożony z różnych fragmentów pisarstwa Żeromskiego. Kiedy dochodzimy do kulminacyjnego momentu muzycznego, aktorka Nina Potapowicz kończy arię niczym śpiewaczka operowa. Pozostawiając nas w tej chwili ciszy, która w operze poprzedza owacje na stojąco. Niestety one nie następują. 

Śpiewacy wracają na miejsca, rozświetla się widownia, aktorzy między widzami w gęstej atmosferze dostają polecenie od reżyserki – żeby przeczytać zapiski, które prowadzili podczas prób. Zaczynają się szepty i dźwięki niezadowolenia, któraś z aktorek mówi, że umawiali się na nieczytanie tych notatek. Reżyserka potwierdza, informując, że przemyślała wszystko i woli, aby to jednak nastąpiło. Aktorzy zmieszani zaczynają deklamować fragmenty niepochlebne dla tego procesu, opisujące napięcia w zespole, problemy z komunikacją z reżyserką, a nawet prywatne rozmowy. Widz czuje, że nie powinien tego słyszeć, że to ich sprawa osobista i nie musi uczestniczyć w takiej konfrontacji. Światło gaśnie, Zajkowska wraca na swoje miejsce przy laptopie i wykłada karty na stół –  wszystko to było wymyślone.

Z jednej strony oczywiście nie musiałaby robić tego całego coming outu i tłumaczyć, co właśnie się wydarzyło. Gdybyśmy jednak zostali w przekonaniu, że istnieją kolejne części Dzienników Żeromskiego, Bartosz Bielenia został zmanipulowany, a aktorzy zmuszeni do czytania swoich przemyśleń z prób przy widowni, mielibyśmy dość sceptyczną opinię o metodach pracy Zajkowskiej. Dlatego to odsłonięcie prawdy, która mogła wydawać się dla niektórych oczywista, było konieczne. Chodziło o obnażenie znanych mechanizmów, które akurat tutaj przybrały formę przekroczeń teatralnych, bo z takiego świata pochodzi reżyserka. Kontekst Żeromskiego pokazuje, że te mechanizmy działają we wszystkich środowiskach i na wielu płaszczyznach. Była to więc opowieść o kulisach nie tylko teatru, ale po prostu o kulisach życia. O tym, o czym się nie mówi, co ukrywa się za pięknymi frazesami. Czasami jedyne co możemy, to powiedzieć na głos, co się dzieje. Ze świadomością, że nie zawsze chodzi o zmianę. 

Muszę przyznać, że początkowo nie byłam przekonana. Takie formy performatywne, wyłamujące czwartą ścianę, mówiące o sobie, rzadko mi się podobają. Ale ciekawią mnie młodzi artyści, a ponieważ dopiero zaczynają swoją drogę, patrzę na nich trochę przychylniej. W przypadku Zajkowskiej chyba już nie muszę. Oglądając spektakl drugi raz, przestałam go oceniać przez pryzmat moich oczekiwań – pozwoliłam zaprosić się do świata reżyserki. I myślę, że w tym świecie zostanę na dłużej.  

Żeromski: Backstage
Teatr im. Stefana Żeromskiego w Kielcach

Reżyseria, dramaturgia, koncept: Weronika Zajkowska
Muzyka: Michał Jan Meller
Wideo: Bartosz Bielenia
Obsada: Dagna Dywicka, Oskar Jarzombek, Nina Potapowicz, Zofia Tkocz, Łukasz Dybek, Maja Bartlewska, Ewa Sobczak, Przemysław Walich, Marta Łągiewka, Konrad Pawicki

Data spektaklu: 20.04.2026

Przewijanie do góry