fot. Olek Bortel

Nie ma co się martwić, trzeba myśleć

Skierowany do nastolatków Asystent pokazuje bliską więź człowieka z AI jako reakcję na deficyt relacji w realnym świecie.

Jak duże zagrożenie dla relacji międzyludzkich, rynku pracy i twórczości stanowi sztuczna inteligencja?

W spektaklu Asystent w reżyserii Przemysława Żmiejki zaprezentowanym w Teatrze Lalek „Pleciuga” w Szczecinie pokazano nowoczesne podejście do relacji człowieka z szeroko rozumianą cyfrowością, sprytnie zamkniętą w scenografii składającej się z komputera i dwóch ekranów.

Widownia miała możliwość skonfrontowania się z tezą, że sztuczna inteligencja może zastąpić ludzkich rodziców narażonych na wady: czasem zbyt opiekuńczych, a czasem nieobecnych. Inaczej jest z algorytmem, który pomoże, doradzi i poprowadzi za rękę przez życie, wyręczając nas nawet w myśleniu.

Z takiego założenia wychodzi główna bohaterka Zu (Paulina Kulas-Skrzypczak), „wychowywana” przez cyfrowych rodziców, którzy są w stanie spełnić wszystkie jej zachcianki – pozwalają jej nawet adoptować dinozaura! Nic więc dziwnego, że ludzcy rodzice z krwi i kości przegrywają tu z komputerem, ale czy faktycznie spełnianie zachcianek jest najważniejsze?

Muzyczne przywitanie utrzymane w klimacie młodzieżowej melodii od samego początku informuje nas, w jakim tonie przebiegać będzie Asystent. Zu już tutaj łamie czwartą ścianę i zaczyna opowiadać nam o tle, wokół którego kręci się spektakl, czyli AI. Jesteśmy edukowani o tym, jak rozwija się sztuczna inteligencja i kim jest dla głównej bohaterki – rodzicami i nauczycielem. Zanim Sage wyewoluuje w zimny, pozbawiony uczuć algorytm będzie ukazany w postaci dwóch modeli – kobiety i mężczyzny. 

Spektakl na różne sposoby próbuje nawiązać kontakt z nastolatkami, ale nie wiem, czy piosenka Zu o swoim najlepszym przyjacielu dinozaurze utrzymana w hip-hopowym tonie przekonała młodzież. Najciekawszą propozycją była możliwość wypróbowania gry stworzonej na potrzeby Asystenta, której schemat przypominał popularną grę na aplikacje mobilne Subway Surfers – wcielaliśmy się w niej w nastolatka uciekającego między pociągami przed strażnikiem i jego czworonożnym towarzyszem. Wersja Żmiejki była uboższa, ale warto docenić pomysłowość i włożony trud.

Sage ma formę dużego komputera zarządzanego przez troje aktorów (Przemysław Żmiejko, Daniel Skrzypczak, Filip Sternal). Przy pomocy laptopów i odpowiednich programów przenosili oni swoje głosy i twarze na duże ekrany, co umożliwiało im komunikację z bohaterką i widownią. Eksperyment ten ma swoje wady np. w pewnych momentach twarze na ekranie z opóźnieniem skanowały mimikę aktorów. Kostiumy, choć proste – zwykłe czarne bluzy (jedynie bluza Zu, dla odróżnienia, miała kolor biały) przypominają stroje stereotypowych hakerów, którzy nadzorowali Sage. Z zachwytem wsłuchiwałem się w śpiewającą Paulinę Kulas-Skrzypczak, której głosu mogłaby pozazdrościć niejedna gwiazda muzyczna.

Widownia była również częścią widowiska, między innymi mogła korzystać z gier na ekranach oraz podawać pomysły do wygenerowania obrazu (na przykład: butelka coca coli o smaku mięty w stylu żaby). A po zakończeniu spektaklu dostaliśmy możliwość zobaczenia z bliska rekwizytów wykorzystanych na scenie.

Technologia zmienną jest, co widzimy na co dzień: nowe oprogramowania, kolejne modele algorytmów, które prześcigają się między sobą o status najbardziej kompletnych i uniwersalnych baz danych. Zdawać się może, że skoro już teraz wielu pracowników zastępowanych jest przez AI, to za kilka lat skończymy w cyberpunkowej dystopii.

Okazuje się jednak, że sama bańka, jaką jest sztuczna inteligencja jest nienaturalnie pompowana, a najnowsze modele niezbyt różnią się od siebie innowacyjnością. To dla nas szansa. Nie wiemy, czy bańka ta pęknie, a jeśli tak, to jak odbije się to na globalnym rynku, ale spektakl daje nam ważną lekcję, o której nie możemy zapominać: niezależnie od tego, jak bardzo zaawansowane byłyby modele różnej maści, to nadal bazują na tym, co my sami tworzymy. Innymi słowy – nie pomogą nam wybrać najlepszej pracy czy ścieżki życiowej za nas, bo, podobnie jak my, nie znają przyszłości.

Zu w rozmowie ze swoim wirtualnym opiekunem Sege jest zaniepokojona, że sama musi tworzyć swoją przyszłość i się nią zamartwiać – do tej pory robił to za nią algorytm, co zrzucało z niej jarzmo odpowiedzialności. Naiwne zaufanie do sztucznej inteligencji jest realnym problemem. Już dziś wiele osób zamiast z porady psychologa korzysta z pomocy AI.

Spektakl radzi, by nie polegać na tym, co wirtualne, a rozwijać własną pomysłowość, wrażliwość i zaradność. To AI powinno być posłuszne nam, a nie my jemu. Zlecenie mu  wygenerowania wypracowania z języka polskiego możemy uważać za niewinny przekręt, a zanim się obejrzymy, możemy obudzić się w sytuacji, gdy to my będziemy go pytać czego od nas oczekuje i czy nas kocha. Spektakl w ciekawy sposób problematyzuje to zagrożenie.

Asystent
Teatr Miejski Leszno

Reżyseria: Przemysław Żmiejko
Muzyka: Filip Sternal
Interaktywna scenografia multimedialna: Daniel Skrzypczak
Teksty piosenek: Paulina Kulas-Skrzypczak

Obsada:
Paulina Kulas-Skrzypczak
Przemysław Żmiejko
Daniel Skrzypczak
Filip Sternal

Data recenzji: 20.04.2026
Data spektaklu: 17.04.2026

Przewijanie do góry