Gdyby człowieka można było zamienić w melodię

Co czuje Orfeusz po stracie ukochanej Eurydyki? Z czym mierzy się człowiek w żałobie? Ile potrafi znieść, wiedząc, że prędzej czy później i tak będzie musiał się odwrócić? I czy ten zwrot może przynieść ulgę? Anna Smolar wraz z zespołem aktorskim TR Warszawa przeprowadza widza przez wielogłos procesu żałoby.

Akcja Orfeusza rozpoczyna się umownym ustaleniem zasad gry. Aktorzy rozgrzewają nadgarstki, by móc oddać się animowaniu lalki (autorka: Olga Ryl-Krystianowska) – niebieskookiej blondynki z ruchomymi ustami. Jej obecność zarazem destabilizuje, jak i wprowadza nowy porządek, granice między tym co realne a wyobrażone zacierają się. Będzie ona zawsze postacią, która za życia odgrywała znaczącą rolę w historiach animujących ją bohaterów. To swoisty pakt z widzem, wyraźne zaznaczenie konwencji. Lalka nie jest jedynie rekwizytem. Nie jest także żywym aktorem. Sytuuje się pomiędzy tymi dwoma odległymi biegunami. Namiastkę życia otrzymuje dzięki aktorom, którzy z różną intensywnością prowadzą ją przez kolejne sceny (choreografia scen lalkowych: Natalia Sakowicz).

Spektakl składa się z kilku historii, których cechą wspólną jest powtarzalność schematu i imion mitologicznych postaci. Różnią się natomiast rodzajem relacji, łączących Orfeuszy z Eurydykami, które spaja fakt, że ze stratą trzeba się ostatecznie pogodzić. Powtarzalność postaci o tych samych imionach przywodzi na myśl zabieg, który Smolar wykorzystała także w Melodramacie, wystawionym w Teatrze Powszechnym w Warszawie. Opowiadając o współuzależnieniu, aktorzy na zmianę odgrywali tam role Kuby i Krystyny, odkrywając różne dynamiki ich związków. Zabieg działa w Orfeuszu równie sprawnie, ukazując, jak różnie przeżywamy żałobę.

Polem przeplatających się historii jest pomieszczenie (scenografia: Anna Met), które stanowi umowną przestrzeń uniwersalną. Zielone, pastelowe ściany, wykładzina, z początku neutralne światło (prostokątny panel ledowy) w trakcie spektaklu przeobrażą się w: parkiet warszawskiego klubu, poczekalnię, izbę przyjęć w szpitalu, czy też dom rodzinny. Znaczącym elementem stają się także drzwi umieszczone pośrodku sceny. Nie tylko przechodzi się przez nie do mitycznej krainy zmarłych, lecz także do zwykłego, pustego pokoju – metaforycznej przestrzeni, gdzie jedynymi mieszkańcami pozostają natłok myśli i presja płynąca ze świata.

Scena, po bokach której widzimy ławki czy łóżko szpitalne, będzie swego rodzaju bazą do wytwarzania plastycznie przenikających się miejsc, na których osadzają się historie. Widz spotyka się z podstawą – może z nią dialogować, odnajdywać dobrze znane miejsca na mapie własnego doświadczenia.

Spektakl wyrasta z antycznego mitu, który staje się tu nośnikiem współczesnych, bolesnych historii o pustce i stracie. Pierwsza z nich, opowieść Lalkarki 1 (Justyny Wasilewskiej) jest najbliższa pierwowzoru. Aktorka wciela się w postać Orfeusza-kobiety, która nie odbiera telefonu od partnerki, Eurydyka zostaje ukąszona przez węża w klubie przy ulicy Jasnej w Warszawie. Widz obserwuje klubową scenę tańca dopełnioną jaskrawą pracą świateł (reżyseria światła: Rafał Paradowski). Eurydyka nieodwracalnie znika ze świata, wywołując pustkę niemożliwą do wypełnienia. Pustkę po melodii, która na co dzień towarzyszyła bohaterce. Najmocniej daje się to dostrzec w intymnej scenie, w której Wasilewska dialoguje z lalką (głos w tej scenie podkłada Natalia Kalita) o tym, jakie trudności przyniesie ta nagła zmiana. Napięcie w tej scenie zostaje nieco rozładowane poprzez droczenie się postaci. Daje to widzowi przestrzeń na oddech i czas na oswajanie się z tematem.

Wątek ten najmocniej chwyta za serce w momencie, w którym Lalkarka 1 po rozmowie oddaje się tańcowi z lalką. Skojarzeniem przychodzącym na myśl jest pierwszy taniec weselny, również jako obietnica wspólnej przyszłości. Z tą różnicą, że ten ukazany na scenie będzie dla bohaterki ostatnim – ekspresyjną formą nagłego pożegnania. Lalka, prowadzona przez aktorkę, nie stawia oporu. Ta bezwładność podkreśla dotkliwy brak wzajemności i na pierwszy plan wysuwa temat pielęgnowania pamięci. Ma on różne oblicza: nie pozwala na ostateczne zamknięcie, zmusza do mimowolnego wspominania gestów, które utraciły adresatkę.

Troska o wspomnienia materializuje się w postaci mitologicznego atrybutu – nici, która obok śpiewu staje się narzędziem, dzięki któremu Orfeusz w interpretacji Smolar dotrze do Hadesu. Po rozwiniętym kłębku trafi do bram, których będzie pilnował Cerber. Nie przyjmuje on postaci mitologicznego, trójgłowego psa, ale trójki aktorów (Jan Dravnel, Jacek Beler, Mateusz Górski) w jednym swetrze (projekt: Ludmiła Bubanova). Jest to kolejny zabieg rozbrajający mit, dodający tej interpretacji pewnego uroku. Tego typu elementy bez zbędnego patosu oswajają z tematem straty. Otwierają pole do dialogu na tematy, których unikamy, bo przecież mało kto rozmawia o śmierci (czy też mało kto ma do tego narzędzia).

Spektakl na własnych zasadach rozdziela role między aktorów. Julia Wyszyńska wciela się w role tęskniącej, opiekuńczej babci, lekarki oraz bezwzględnej dyrektorki opery. Dravnel gra ratownika medycznego, informatyka, matkę AI oraz młodszego braciszka (którego dziecięcy głos wieńczy opowieść o stracie). Górski jest kompozytorem, kolegą i synem tęskniącym za rozmowami z matką. Belerowi przypadają funkcje: spikera, informatyka i przyjaciela. Każdy z aktorów dzieli również rolę żałobników, którzy w konsternacji (niekiedy nucąc melodie), partnerują przy scenach, siedząc na ławkach po bokach. Tworzą milczącą wspólnotę, do której należy również widownia.

Spektakl pozostawia niedosyt. Wielość historii sprawia, że niemożliwe jest głębsze zanurzenie się w przeżyciach bohaterów. Z drugiej strony ukazuje, jak różną formę może przyjąć żałoba po odejściu najbliższych. Jest to spektakl o różnych dynamikach jej przeżywania. Nie muszą być one na równi eksplorowane, a przeplecione zostają na tyle płynnie, że upływ czasu jest niemal nieodczuwalny (dramaturgia: A. Smolar i Tomasz Śpiewak).

Akceptacja śmierci najbliższych, to długotrwały i nielinearny proces. Spektakl nie nasuwa nam dobrych odpowiedzi, daje za to pocieszenie – przynosi ulgę (mówiąc wprost o metaforycznej drodze). Odwrócenie się Orfeusza wychodzącego z Hadesu nie jest o słabości, ale o akceptacji straty jako nieuniknionego elementu przeżywania żałoby.

Orfeusz pokazywany był w ramach 58. Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego KONTRAPUNKT, którego tegorocznym tematem jest sprawa osobista. A sprawa osobista przedstawiona na deskach teatru, staje się sprawą wspólną. Daje to przestrzeń na współodczuwanie, na poczucie że nie jesteśmy sami na świecie, na możliwość zauważenia, jak wiele spraw dotyka szerszą grupę. Dzięki temu indywidualne historie przestają być odosobnione, co widać także w spektaklu Smolar.

Orfeusz
TR Warszawa

Reżyseria: Anna Smolar
Scenariusz i dramaturgia: Anna Smolar, Tomasz Śpiewak
Monologi i dialogi: Jacek Beler, Jan Dravnel, Mateusz Górski, Natalia Kalita, Anna Smolar, Tomasz Śpiewak, Justyna Wasilewska, Julia Wyszyńska
Scenografia i kostiumy: Anna Met
Choreografia scen lalkowych: Natalia Sakowicz
Muzyka: Enchanted Hunters (Magdalena Gajdzica, Małgorzata Penkalla)
Reżyseria światła: Rafał Paradowski
Autorka lalki: Olga Ryl-Krystianowska
Asystenci reżyserki: Katarzyna Gawryś, Tymoteusz Sarosiek, Wojciech Sobolewski

Data recenzji: 20.04.2026
Data spektaklu: 19.04.2026

Przewijanie do góry