Robinson w reżyserii Agaty Biziuk daje nadzieję, że mimo problemów, nigdy nie jesteśmy z nimi sami.
Jesteśmy kształtowani przez środowisko, w jakim dorastamy, i rodziców, którzy nas wychowują. To przez nich czasem, jak w przypadku głównego bohatera, Robinsona, wkracza się w życie z bagażem nie doświadczeń, a kompleksów i lęków, które zostają z nami nieraz aż do śmierci.
Rafał Hajdukiewicz w monodramie Robinson, wcielając się w rolę mężczyzny w kryzysie wieku średniego, wykreował postać pełną sprzeczności. Można powiedzieć, że oprócz dorosłej wersji, równocześnie wprowadził na scenę jej młodszą odsłonę – nieśmiałą, pragnącą uwagi (prosząc na przykład, aby się z nim pohuśtać na specjalnie zaprojektowanej huśtawce zawieszonej u sufitu).
Uaktywnił również sumienie bohatera – to trzeźwo myślące, zawsze powstrzymujące nas przed pochopnymi decyzjami, jak nagłe zapisanie się na siłownię czy rzucenie nałogów. Niby monodram, a chwilami miałem wrażenie, że poprzez modulację głosu – raz wysokiego, chwilami nawet piskliwego, uosabiającego młodsze „ja”, oraz stanowczego, niskiego głosu sumienia – na scenie pojawiają się różne osoby.
Młodzieżowy kostium, w końcu trzy paski znajdowały się na każdym elemencie ubioru –skontrastowano z wiekiem i siwizną widocznymi na zaroście i twarzy aktora. Do wieku nie przystawały też mimika i gesty, jak sztywny taniec w rytm muzyki niczym z dyskoteki w remizie gdzieś w latach 90., gdy Hajdukiewicz podskakiwał, miotał się i śpiewał.Zauważalnieśpiewał. Zauważalnie Robinson zmagał się sam ze sobą – tuż po ubraniu się w strój Batmana nagłymi przerwami i krzykiem przerywał aktualnąprzerywał aktualną czynność i zaczynał gwałtownie poruszać się po scenie między różnymi obiektami, takimi jak krzesło czy ponton.
Scenografia składa się z sześciu miejsc oznaczonych numerami. Przy pierwszym znajduje się drewniana huśtawka, gdzie Robinson rozmawia ze swoją młodszą wersją (widzialną tylko dla niego). Druga i trzecia stacja opowiadają o dziewczynach, jakie poznał w swoim życiu główny bohater.
Ta pierwsza, jak mówi Robinson – była naiwna, nieskażona lękami, wyliczeniami typu „czy warto?”, „czy jest sens w to wchodzić?” – po prostu czysta i prosta. Ukazana jest pod postacią plastelinowego ludzika nazwanego Izabelą, która wyjawia, że nie jest tym ideałem, który nasz bohater wykreował sobie w głowie, a jedynie księgową, której niezaliczona biologia przeszkodziła zostać weterynarzem. Dowiadujemy się, że chłopak został odrzucony ze względu na swój ubiór – brak markowych ubrań – ale to tylko jego wersja zdarzeń.
Miłość nie musi być niespełniona – może być również nieudana i zakopana głęboko na cmentarzu wspomnień i pytań, niczym w marvelowskim serialu What If? No właśnie – ale na takie pytania nie odpowie żadna z kolejnych dziewczyn, zapomnianych przez upływ czasu. Są one przedstawione przy trzeciej stacji w formie grobów, nad którymi stoją krzyże. Robinson postanawia na chwilę odkopać – symbolicznie i fizycznie, przy użyciu szpachelki – wspomnienia o swoich byłych miłościach, użalając się nad tym, że może mogło być inaczej, gdyby dali sobie szansę.
Podczas śpiewu przy czwartej stacji, ucharakteryzowanej na studio muzyczne z mikrofonem, kulą disco i wielkim napisem „HELP” na ścianie, Robinson zakłada – jako symbol wierności rodzicom i ich rozkazom – kalesony, znienawidzone niczym obrzydliwa stołówkowa zupa z podstawówki. Choć śpiewa przy tym, że naprawdę kocha mamę i tatę, spotyka się nie z akceptacją i spełnieniem, lecz ponownie z krytyką i narzekaniami. Pokazuje to, że nawet gdy się podporządkujemy, ktoś zawsze znajdzie powód do zastrzeżeń.
Wytchnienia nie znajduje również u ojca – przemocowca, który po litrze wódki wyżywał się na synu i żonie. Ojciec próbował przeszczepić mu swoje ambicje i zainteresowania, chcąc stworzyć własnego klona – zabierał go na ryby i narzekał, gdy chłopiec nie był w stanie zarzucić wędki. Stacja piąta to ponton, w którym chowa się główny bohater, aby uciec przed ciągłymi pretensjami i przemocą.
Nagle następuje niespodziewany zwrot, niczym po kilku litrach kawy, Robinson zrywa się pełen motywacji do działania i oznajmia nam – widowni – oraz swojemu sumieniu, że tworzy siebie na nowo. Ale jak na nowo, skoro tak naprawdę nie wie, kim był w tej starej wersji? Najtrudniej jest wchodzić w nowe życie ze starymi problemami.
Scena z przebraniem za King Konga przypomniała mi o samotnych mężczyznach, którzy w obliczu odrzucenia zapadają się w internet – słuchają podcastów, czytają książki, oglądają twórców, którzy z samotności zrobili biznes. Robinson zdejmuje kalesony i zaczyna przymierzać najpierw maskę goryla, a potem resztę kostiumu. Po chwili na okrągłych monitorach pojawia się scena z oryginalnego King Konga, gdy zwierzę wspina się na budynek, porywając ukochaną, a helikoptery próbują go zabić.
W ten sposób docieramy do stacji szóstej, gdzie bohater również próbuje zdobyć swoją nastoletnią, plastelinową Izabelę i wchodzi na drabinę przypominającą tę z łóżek piętrowych. Zostaje jednak spacyfikowany nie przez strzały z broni, lecz przez głos i groźby swojej aktualnej żony – osoby bardziej mu obcej niż bliskiej, mimo że od 10 lat dzielą jedno łóżko.
Akcja kończy się pogodzeniem z rzeczywistością: Robinson jest dorosłym mężczyzną, pracuje na etacie, spłaca kredyt w ING i mieszka z partnerką. Nie boi się rozmawiać o swoich problemach i radzi to również widowni, podając numer telefonu wsparcia, ironizując przy tym, że czynny jest tylko do 16, bo państwo nie dba o obywateli.
Temat samotności i depresji – zarówno wśród dorosłych, jak i dzieci i młodzieży – jest niezwykle aktualny. W rzeczywistości pełnej napięć, niepowodzeń i braku stabilnych relacji potrzebujemy siebie nawzajem. Często osoby pozornie szczęśliwe mierzą się z ogromnymi problemami, których nie widać na zewnątrz.
Jako autor tej recenzji również miewam gorsze chwile i nie boję się o nich mówić. Dlatego zgadzam się ze słowami, które padły w tym monodramie: warto zapytać drugiego człowieka, czy wszystko w porządku. A jeśli to my usłyszymy to pytanie – nie bójmy się odpowiedzieć szczerze: „nie jest dobrze, potrzebuję pomocy”. Wsparcie można uzyskać również od specjalistów – działają bezpłatne telefony, takie jak 800 70 22 22 (Centrum Wsparcia dla Osób Dorosłych w Kryzysie Psychicznym) czy 116 111 (Telefon Zaufania dla Dzieci i Młodzieży).
Spektakl daje nam lekcję, że nigdy nie powinniśmy bać się mówić o swoich problemach, bo żaden z nich nie jest końcem świata.
Robinson
Teatr Lalek Pleciuga
Tekst i reżyseria: Agata Biziuk
Scenografia: Marika Wojciechowska
Muzyka: Izabela Smelczyńska
Wizualizacje: Kinga Dalska
Obsada: Rafał Hajdukiewicz
Inspicjent: Kuba Jotko
Garderobiana: Barbara Pawelec
Data spektaklu: 21.04.2026
Data recenzji: 24.04.2026



